poniedziałek, października 24, 2016

Wyniki rozdania z Brazylią

Wyniki rozdania z Brazylią
Wiem, wiem. Wyniki miałam podać daaawno temu.
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Na takie opóźnienie złożyło się wiele czynników o którym, póki co, nie chciałabym mówić...
Ale do rzeczy...


sobota, października 22, 2016

Serum hialuronowe od GlySkinCare

Serum hialuronowe od GlySkinCare
Jakoś do tej pory nie było mi dane używać serum. Nie mogłam się do tego specyfiku przekonać. Tłuste to takie i mam kłaść na twarz? O nie. Co to to nie.
Ale przyszła kryska na matyska i... zaczęłam swoją przygodę z serum.
Mało tego. Zaczęło mi się to wręcz podobać. Być może dlatego, że już przy pierwszym podejściu trafiłam na bardzo ciekawy produkt. Jaki? Co mnie przekonało do aplikacji tego typu kosmetyku?
Wszystkiego dowiecie się już niebawem...

wtorek, października 04, 2016

Smaki dzieciństwa czyli...

Smaki dzieciństwa czyli...
Któż z nas nie pamięta tego smaku?
Te czasy kiedy nie goniło się za wyszukanymi składnikami a i tak wszystko smakowało niesamowicie pysznie...
Brakuje mi tamtych czasów - bezstresowych, lajtowych...
Być może dlatego, całkiem niedawno, postanowiłam sobie przypomnieć małe co nieco. Co wyszło z tego przypominania?
A zobaczcie sami...

poniedziałek, października 03, 2016

O tym jak Tesco rżnie swoich klientów i ma ich zdrowie w dupie

O tym jak Tesco rżnie swoich klientów i ma ich zdrowie w dupie
Zdaje sobie sprawę, że ta szanowna sieć może nie przepuścić mi tego ale istnieje w naszym kraju (mam nadzieję) wolność słowa i muszę o tym napisać bo się wkurwiłam.
Sytuacja miała miejsce 1 października. Pojechałam do Tesco w Rzeszowie. Ul. Powstańców Warszawy. Możecie to zobaczyć na paragonie.
Kupiłam tam łososia z myślą aby przygotować go dzisiaj. O jaka ja głupia byłam, że pełna zaufania do tak znanej sieci nie sprawdziłam co mi sprzedali.
Łosoś hermetycznie zapakowany - miodzio. Już czułam smak obiadu, który chciałam przygotować i zjeść z Rodzicami.
Nadszedł poniedziałek i postanowiłam przygotować posiłek.
O jakie było moje zdziwienie kiedy zerknęłam na datę pakowania. 2014 rok? Co do cholery? Szczęka opadła mi jeszcze niżej kiedy zobaczyłam datę spożycia. Ok nie były otwierane ale mimo to nie zaryzykowałabym zdrowia moich Rodziców.
Pluję sobie w brodę, że nie sprawdziłam dat w sklepie albo chociaż po przyjeździe do domu bo od razu poszłabym z tym do sanepidu. Zdaję sobie sprawę, że jestem za maluczka aby cokolwiek osiągnąć ale przynajmniej mogę ostrzec Was - klientów tej sieci sklepów. 
Łosoś nie należy do najtańszych. Ale nie o to chodzi. Nie znoszę kiedy ktoś mnie robi w ciula. Jawnie i w biały dzień.
Dzisiaj mama zadzwoniła do tegoż sklepu. Rozmawiała nawet z kierowniczką. Dzwoniła dzisiaj tj. 3 października 2016 r. po godzinie 16:00. Piszę o tym aby łatwiej było to sprawdzić jeśli ktoś by się pokusił.
Pani przepraszała i mówiła, że można oddać. Pytanie jaki sens jechać 35 km w jedną i 35 km w drugą stronę? Kasa? Jasne ale ile stracę na paliwo i nerwy?
Lepiej będzie to wysłać do sanepidu.
To przykre, że Tesco tak traktuje ludzi. A pracownicy? Nie wiem czy mieć do nich żal. Mam ale też rozumiem i zdaję sobie sprawę jak tam jest. Patrzy się nie na dobro klientów ale na to aby szanowna sieć osiągała większe i większe dochody. Nawet jeśli to się dzieje kosztem konsumentów.

Poniżej zdjęcia celem udowodnienia, że piszę prawdę.
Bardzo Was proszę - jeśli to czytasz to udostępniaj, gdzie się da. Nie dajmy się nabijać w butelkę i patrzmy na to co kupujemy.
Ja już przestałam wierzyć sprzedawcom. Życie dało mi niezłą lekcję.






















P.S.
Pani kierowniczka wypierała się, że nie mają takich produktów. Więc co? UFO mi podrzuciło?
Chociaż swoją drogą, że produkt na opakowaniu a paragon nieco się różnią. Kasjerzy również powinni być poddawani mniejszemu stresowi bo to się później kończy tak, że paragon sobie a kupiony produkt sobie.
Tyle w temacie...
Ale na 6 kupionych kawałków aż dwa mieściły się w dacie? No nieźle, nieźle...
Zawsze mogło być gorzej... :D

niedziela, października 02, 2016

Nie kupuj kota w worku czyli rzecz o pewnych perfumach...

Nie kupuj kota w worku czyli rzecz o pewnych perfumach...
Która z nas nie lubi otaczać się nutką pięknych perfum. Dobranych specjalnie do nas. Takimi, które sprawiają że czujemy się pewniej i radośniej. Że chce nam się chcieć i osiągać to, co zaplanowałyśmy?
Kupując te perfumy miałam mniej (lub więcej) taki obraz.
Jak to się faktycznie skończyło?
Czytajcie dalej...


Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger